Hej! :c
Dziś wstałam o 10:30, zjadłam śniadanie i idę po Leona (moją świnkę morską) do dużego pokoju, gdzie sobie nocuje.
Ja: mamo gdzie Leon?
Mama: na balkonie, bo jest ładna pogoda.
Ja: aha, okey.
Zajęłam się swoimi sprawami, a raczej nicnierobieniem. O drugiej po południu zjadłam obiad: kotlet (nie wiem z czego - haha), ziemniaki i surówka - yummi.
Moja mama umyła naczynia, zagląda na balkon (zaglądała tak już wcześniej w ciągu dnia), Leon sobie biega (po klatce, nie po balkonie ;D). Wstała za chwilę z kanapy żeby pójść do kuchni, znów zagląda na balkon i...
Leon się nie rusza i leży z wyciągniętymi łapkami o.O.
Mama: chodź szybko, Leon chyba zdechł, bo się nie rusza.
Ja: jak to?!
Mama: no chodź!
Patrzę... Leon nie żyje : ((( . Rozpłakałam się. Posprzątałam klatkę, a moja mama wyniosła ją na śmietnik (w takim była stanie po królikach, które miałam bardzo dawno). Ja włożyłam do pudełka po butach sianko i Leona. Wzięłam łyżkę, moją świnkę morską i wyszłam na dwór. Poszłam pod drzewo go zakopać. Nie obchodziło mnie czy ktoś mnie zobaczy w takim stanie, co sobie pomyśli, a wyglądałam tak:
Zapłakana i czerwona dziewczyna z pudełkiem po butach i łyżką do jedzenia, ubrana w szeroki zielony dres, różową bluzkę z królikiem, szare baleriny z kwiatkami na czubkach, z byle jak spiętymi włosami.
Niestety nie mam łopatki, więc musiałam kopać łyżką, która się trochę powyginała przy kopaniu sporego dołku (Leon jest naprawdę duży, to znaczy był T_T). Zanim go zakopałam przyglądałam mu się i przytulałam. Nie brzydziło mnie, że jest taki sztywny i że już nie żyje. Po prostu bardzo chciałam go mieć, a nie mogłam. Zakopałam go, przykryłam siankiem, a z patyków i liści mleczy zrobiłam stojący krzyż. Pomodliłam się. Podobno zwierzęta nie mają duszy, ale nie obchodzi mnie to. Ciągle myślę, że jest na balkonie i wieczorem po niego pójdę, że znów pojedziemy razem na wakacje na wieś, że pocieszy mnie jak będę płakać, że się przytuli, że nie będzie pusto kiedy jestem całymi dniami sama w domu, że jak tylko wejdę do domu to będzie kwiczał z radości. Zdechł ze strachu, bo co mogłoby mu zaszkodzić przez pięć minut kiedy mama znów zajrzała do niego. To był taki straszny widok T_T. Szczególnie jest mi tak smutno, dlatego, że zawsze był przy mnie. Zawsze. Na wsi puszczałam go na podwórku na cały dzień i nigdy mi nie uciekł. Zachowywał się jak mały piesek, bo biegał wokół miski, tak samo leżał, przytulał się, był bardzo przyjacielski. Nigdy nikogo nie ugryzł. Dlaczego to musiało się stać?!!!
Mama: Leon wkurzał cię gryzieniem prętów klatki, ale go lubiłaś...
Ja: pokiwałam głową i się do niej przytuliłam - znów się rozpłakałam.
Mama: jak gryzł pręty i za dużo kwiczał to myślałam, że zaraz mnie coś trafi, ale był fajny.
Później się wykąpałam i zadzwoniłam do taty, czego od razu pożałowałam.
Ja: nie uwierzysz co się stało T-T.
Tata: co?
Ja: Leon zdechł.
Tata: co?
Ja: no bo był na balkonie i się ptaków wystraszył.
Tata: jasne, przecież słońce mocno grzało.
Ja: ale mama do niego zaglądała, za pięć minut znowu patrzy i Leon nie żyje, to jak mu słońce mogło zaszkodzić?
Tata: coś tam mówił.
Ja: dobra nieważne, nie musisz już później dzwonić, pa!
Rozłączyłam się. Myślałam, że mnie wesprze, a zamiast tego obwiniał mnie o to, ze ja zabiłam Leona! W sumie nie byłam tym zachowaniem rozczarowana. Jak mogłabym zabić moją najukochańszą istotkę, która dawała mi tyle szczęścia? Wciąż nie mogę się pogodzić z myślą, że już go nie mam, że już nie istnieje...
Mama: i co dzwoniłaś do taty?
Ja: nie. To znaczy tak, ale nie.
Mama: nie odebrał?
Ja: nie, odebrał tylko, że obwinia mnie, a raczej nas, że zabiłyśmy Leona.
Mama: co?
Ja: przecież nie zadźgałam go nożem, to o co chodzi?
Mama: bo jak ktoś coś zrobi, to tata będzie krzyczał i gadał, ale jak on coś zrobi to mu nie można zwrócić uwagi.
Ja: no wiem.
Naprawdę go kocham, pokonałam nawet to co odpychało mnie od niego, i to, że nie chciałam się z nim spotykać, ale nie rozumiem go.
Nie wiem co mam zrobić, Leon był jedyną "osobą", której mogłam się wyżalić, która mnie pocieszała bez wypowiadania słów.
Leon <33:
Ogólnie oglądam dramę Heart Strings <3.
Bai bai ;)


댓글 없음:
댓글 쓰기