안녕!
Dziś wróciłam z wakacji! Jestem z tego powodu okropnie smutna, ale jednocześnie szczęśliwa. Smutna dlatego, że wyjechałam ze wsi i zostawiłam tam kogoś, a szczęśliwa dlatego, że wróciłam do Zaki :D. Na pierwsze dwa tygodnie wakacji pojechałam z tatą, jego dziewczyną i siostrą do domku jednorodzinnego w mieście Rybnik. Tam siedziałam na podwórku i robiłam różne rzeczy, raz poszliśmy na miasto.
Zdjęcia z Rybnika i u taty:
Z Rybnika tata zawiózł mnie na wieś na niecałe dwa miesiące! Tam na początku był mój kuzyn i kuzynka, ale kiedy odjeżdżali to się z nimi pokłóciłam, bo moja kuzynka zrobiła aferę o cienie do powiek. Powiedziałam jej, żeby lepiej posprzątała swój bałagan. Nie chcecie wiedzieć co się walało po podłodze :o. Gdy pojechali to chodziłam do koleżanki i kolegów. 15 sierpnia było święto i msza w Kościele za naszych pradziadków. Niestety przyjechali moi kuzyni i byli do soboty. W to święto, w środę poszłam się przejechać na rowerze. Chciałam skręcić na pola, ale drogę zajechali mi Chińczyk (Radek - on nie jest Chińczykiem, to tylko przezwisko) i Szymek. Rozmawialiśmy i pojechaliśmy do lasu na piaski. Tam już byli Kacper, mój kuzyn i kuzynka. Budowali coś z patyków, blach, desek, wyrzuconych stołków i tym podobnych rzeczy, po czym później chodził Kacper, a oni nagrywali filmiki. Szymek popchnął mnie na gałęzie, a w pewnym momencie rzucił się od tyłu ~o~. Radek siedział sam, tylko później przyszedł. Mój kuzyn zapalił ognisko. Coś mu odbiło... (nie opisuję wszystkich szczegółów). Wszyscy zabrali się z Kacprem po krowy, a mnie z Radkiem "wygonili". Wcześniej nienawidziliśmy się z Radkiem (znam go odkąd przyjeżdżam na wieś, a miałam wtedy rok, ale zazwyczaj z nim nie rozmawiałam, więc go nie poznałam tak dobrze). Pojechaliśmy się przejechać. Bardzo długo nam zeszło. W następne dni też z nim rozmawiałam. Okazało się, że jest fajny. Miałam jeszcze na tydzień jechać do taty, ponieważ mi się na wsi nudziło, ale zostałam jeszcze do dziś rana. W końcu zaczęłam chodzić z Radkiem
(tydzień temu). Mówiłam, że już nigdy nie będę z Polakiem, a jednak... (Shanti też teraz nie chodzi z Azjatą. Pogodziłam się z Shanti!
). Jeździliśmy po polach, siedzieliśmy na nich, rozmawialiśmy, chodziliśmy wieczorami na spacery i robiliśmy inne rzeczy (prywatne sprawy). Przedwczoraj rozmawiałam z Radkiem koło jego domu i przyszedł do nas jego młodszy brat Marcin. Dostałam od niego jabłkiem w twarz! Radek zaczął go gonić i coś krzyczeć. Ale... Marcin dostał za swoje. Uciekał przed swoim bratem i wpadł w KROWIĄ KUPĘ!!! Kekekeke. Poszedł się przebrać. My z Radkiem płakaliśmy ze śmiechu. Musiałam sobie usiąść pod płotem, aby się nie przewrócić. A wieczorem na spacer. Wczoraj rano padał deszcz, więc siedziałam na schodach przed domem i zrzędziłam, żeby zrobiła się pogoda. Przyszedł do mnie pięcioletni Filipek od sąsiadów. Chwilę później zadzwonił Radek. Poszłam w deszczu na przystanek autobusowy, gdzie mieliśmy się spotkać. Rozmawialiśmy, a on zabrał mi telefon i dokańczał kasowanie smsów (robił tak przez pare dni :d). Z przystanku poszliśmy na pola, robiliśmy coś i jedliśmy śliwki. Gdy wchodziłam na swoje podwórko, to Radek rzucił we mnie gruszką. Zaczęłam go gonić przez wieś, złapałam za kark i ściskałam.
Ja: co sie mówi?
Radek: przepraszam.
Poszłam do domu. Miałam się z nim później spotkać, ale pojechał do pobliskiej wsi Kluczyc. Nudząc się pojechałam z Marcinem na piaski. Wdrapaliśmy się po górze piachu na zbocze w lesie i szliśmy nim do końca. W pewnym momencie trzeba było przejść między drzewem a spadem w dół. Marcin przeszedł, ale pode mną się zawaliło. Trzymałam się drzewa (nie wiem po co, mogłam sturlać się z górki po piachu), wisiałam i krzyknęłam. Wciągnął mnie do góry, ale moja ręka ucierpiała na trzymaniu się drzewa. Obydwie piekły, ale tylko jedna się rozcięła. Marcin sadził drzewka w piasku, a potem pojechaliśmy w stronę domów. Spotkaliśmy Radka przyganiającego krowę. Poczekaliśmy na niego 20 minut, bo jeszcze pojechał rowerem do jakiejś pani. Kupiliśmy lody i rogaliki i pojechaliśmy na schody pod remizę. Tam Radek zaczął kasować mi zdjęcia. Nie chciałam mu na to pozwolić, więc próbując dostać telefon tak się wychylałam, że go przewróciłam i leżałam na nim :o (on wtedy siedział na schodach). A później nie potrafiłam wstać! Marcin zabrał telefon i kasował zdjęcia. Chciałam mu zabrać telefon, ale Radek mnie trzymał. W cudowny sposób odpiął mi się stanik... Kazałam Radkowi go zapinać. Powiedzieliśmy jego bratu, aby poszedł do domu, bo chcemy sami gdzieś się przejść (podszedł niechętnie, ponieważ chciał iść z nami dlatego, że jutro jadę do domu). Pożegnałam się z Radkiem.
Zdjęcia ze wsi w miasteczku Secemin:
Na wsi:
Dziś wstałam o 6:00. Umyłam się, zjadłam śniadanie, spakowałam ostatnie rzeczy i wyszłam na 5 minut przejechać się na rowerze. Jeszcze go spotkałam :D.
Radek: nie jedziesz jeszcze?
Ja: za chwilę jadę, tylko wyszłam, bo mogę na chwilę gdzieś iść.
Radek: ja właśnie teraz jadę (jechał na 8:00 do takiej pani).
Ja: aha. Pa.
Radek: pa.
Wróciłam z ciocią i wujkiem. Byłam u nich w Katowicach około godzinę. Miałyśmy iść z ciocią na zakupy, ale w windzie spotkałyśmy moją mamę. Ciocia zeszła z nami na dół i poszła załatwiać swoje sprawy, a ja z mamą pojechałyśmy do sklepu. W domu zjadłam obiad ze Sphinx'a, rozpakowałam się i czekałam do wyjścia (umówiłam się z Zaki). Czekałam na nią godzinę -.-'. Poszłyśmy do centrum handlowego Forum. Po drodze zjadłyśmy frytki z sosem czosnkowym. W Forum jest teraz w danych sklepach Azjatycka wyprzedaż
. Idziemy z Zaki tam jeszcze. Kupiłam sobie bluzkę (zdjęcie kiedyś tam dodam). Widziałyśmy tyle ślicznych rzeczy! I śliczny sweter!
Zdjęcia z dziś
:
Dziś byłyśmy z Zaki w Chińskiej restauracji, która należy do Chińskiej rodziny :D. Tam są produkty sprowadzane z Chin i potrawy przygotowywane przez samego Chińczyka. W niektórych Azjatyckich restauracjach są podróbki potraw, bo Polacy nie potrafią gotować takich rzeczy. Dziś jadłyśmy prawdziwe
. Jadłyśmy pałeczkami, chociaż były widelce, łyżki. Zaki uczyła mnie jeść pałeczkami. Mówiła, że uczyła ją tego chyba z godzinę żona tego Chińczyka.
Po drodze do domu:
Rzeczy kupione w wakacje:
Ach. Ja sie już nie maluję. Nie chce mi się i... po prostu nie chcę.
Bai bai =^.^=





































댓글 없음:
댓글 쓰기